6 min czytania

Giewont: symbol, tłum i najtrudniejsza łatwa góra

Janek Woźniak

Giewont z bliska okazuje się dużo trudniejszy, niż sugeruje jego pocztówkowy wizerunek. Sprawdź, dlaczego tłum, łańcuchy, burze i jednokierunkowy ruch na szczycie zmieniają tę trasę w wymagające wyjście.

Giewont, którego widać z Zakopanego

Z Zakopanego Giewont wygląda jak góra, którą już się trochę zna. Leży w krajobrazie tak pewnie, że łatwo uznać go za oczywisty cel wycieczki: krzyż na szczycie, znajomy z pocztówek profil, kilka godzin marszu. Dopiero z bliska wychodzi na jaw, że to jedna z tych gór, które najłatwiej zlekceważyć.

Giewont jest symbolem Zakopanego i jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów Tatr. Krzyż stojący na szczycie ustawiono w 1901 roku. Według Tatrzańskiego Parku Narodowego składał się z 400 elementów i ważył 1819 kilogramów. Transport ruszył 3 lipca 1901 roku, uczestniczyło w nim 500 osób i 18 wozów, a droga prowadziła przez Halę Kondratową. To ważny fragment historii tej góry, ale na szlaku równie ważne jest coś innego: Giewont od dawna przyciąga nie tylko widokiem i znaczeniem, lecz także swoją pozorną dostępnością.

I właśnie w tym tkwi największa pułapka. Popularność nie zmniejsza ryzyka. Czasem je zwiększa. Na tej trasie trudność bierze się nie tylko ze stromego podejścia, łańcuchów czy ekspozycji, czyli poczucia przebywania bardzo blisko stromego urwiska. Bierze się także z tłumu, z czekania, z pośpiechu innych ludzi i z momentu, w którym łatwo pomylić sławny szczyt z łatwym szczytem.

Jeśli więc jedna myśl ma prowadzić przez ten tekst, to ta: Giewont nie jest technicznie najtrudniejszą górą w Tatrach, ale bardzo często bywa źle oceniany.

Najważniejsze informacje w skrócie

Plan wycieczki

  • Start: Kuźnice
  • Cel: Giewont
  • Wariant opisywany tutaj: Kuźnice - Kalatówki - Hala Kondratowa - Kondracka Przełęcz - Giewont
  • Najwyższy punkt: Giewont, 1894 m n.p.m.
  • Schronisko po drodze: Schronisko PTTK na Hali Kondratowej, 1335 m n.p.m.

Trudność

  • Trudność kondycyjna: umiarkowana do wymagającej, zależnie od tempa, pogody i tłoku
  • Trudność techniczna: umiarkowana, ale wyraźnie rośnie przy mokrej skale, ekspozycji i kolejce na odcinkach ubezpieczonych
  • Metalowe ubezpieczenia szlaku: w Tatrach na odcinkach eksponowanych stosuje się łańcuchy, klamry i drabinki; na samym Giewoncie kluczowe są przede wszystkim łańcuchy na kopule szczytowej, czyli w górnej, zaokrąglonej części szczytu
  • Ruch jednokierunkowy: tak, na kopule szczytowej Giewontu obowiązuje ruch przeciwnie do wskazówek zegara

Bezpieczeństwo

  • Najważniejsze ryzyka: burze, mokra skała, duże kolejki, stres na odcinkach z łańcuchami
  • Sezonowość: możliwe są sezonowe zamknięcia części szlaku, zwłaszcza zimą
  • Przed wyjściem: sprawdź aktualny komunikat Tatrzańskiego Parku Narodowego, prognozę pogody i ewentualne ograniczenia ruchu

Najuczciwiej powiedzieć to tak: to dobra trasa dla osób, które mają już za sobą kilka dłuższych wycieczek i nie tracą spokoju na widok łańcuchów. Sam fakt, że szczyt jest sławny, nie czyni z niego rozsądnego pomysłu na pierwsze poważniejsze wyjście w Tatry.

Dlaczego właśnie ten wariant?

Kuźnice, Hala Kondratowa i droga, która długo wydaje się spokojna

Kiedy ruszasz z Kuźnic w stronę Giewontu, początek nie robi wielkiego wrażenia. Szlak przez Kalatówki i dalej ku Hali Kondratowej prowadzi jeszcze dość łagodnie: regle, cień, spokojny rytm marszu. To odcinek, który potrafi uśpić czujność, bo nie każe od razu płacić zadyszką za każdy metr wysokości. A przecież właśnie tu warto dobrze ustawić tempo i głowę. Nie pędzić. Nie traktować Giewontu jak szybkiego celu do odhaczenia.

Hala Kondratowa jest naturalnym miejscem na krótki postój. Nie tylko dlatego, że stoi tu schronisko, ale też dlatego, że od tego miejsca wycieczka przestaje być spacerem z doliny, a zaczyna być konkretnym podejściem. To dobra chwila na wodę, sprawdzenie kurtki i krótkie spojrzenie w niebo. Jeśli chmury zaczynają się rozbudowywać już rano, wyżej warunki raczej nie będą lepsze.

Dalej ścieżka zaczyna wspinać się wyraźnie mocniej. Zielony szlak z Hali Kondratowej na Przełęcz pod Kopą Kondracką ma według materiałów Tatrzańskiego Parku Narodowego 2,3 kilometra i około 530 metrów przewyższenia. To niedużo na mapie, ale w nogach czuć już poważniejszy wysiłek.

Kondracka Przełęcz jako moment decyzji

I właśnie tu pojawia się Kondracka Przełęcz, ważny punkt tej trasy. Z jednej strony to miejsce widokowe - Tatrzański Park Narodowy podkreśla stąd panoramę Giewontu i Tatr Wysokich. Z drugiej strony to chwila, w której kończy się spokojna droga "na górę", a zaczyna spotkanie z właściwym charakterem Giewontu.

Z przełęczy szczyt widać już bardzo wyraźnie. I to jest moment zdradliwy. Skoro cel wydaje się bliski, łatwo pomyśleć: jeszcze tylko kawałek. Tymczasem właśnie od tej chwili trzeba najmocniej pilnować oceny sytuacji.

Kondracka Przełęcz jest też dobrym miejscem na uczciwą decyzję. Jeśli wieje mocno, jeśli chmury przesuwają się szybko, jeśli pod kopułą szczytową widać wyraźny korek, to tutaj warto zapytać siebie, czy tego dnia wejście ma sens. Lepiej zadać to pytanie na przełęczy niż pod łańcuchami.

Najtrudniejsza łatwa góra

Trudność techniczna to jedno, trudność tłumu to drugie

Giewont nie jest najtrudniejszym technicznie szczytem w Tatrach. Nie wymaga wspinaczki w sensie alpinistycznym i nie daje takiego poczucia odosobnienia jak mniej popularne trasy. Ale właśnie dlatego wielu ludzi źle go czyta.

Bo Giewont bywa trudny inaczej. Nie tylko przez samą skałę, lecz także przez to, co dzieje się między ludźmi na tej skale. Tłum na tej trasie nie jest wyłącznie kwestią komfortu. To realny czynnik, który zmienia tempo, rytm i bezpieczeństwo przejścia. Kiedy przed tobą stoi kolejka do łańcuchów, kiedy ktoś wyżej zatrzymuje się na zdjęcie, a ktoś niżej zaczyna się niecierpliwić, prosty z pozoru szlak staje się bardziej nerwowy, niż można by się spodziewać.

Tatrzański Park Narodowy informuje wprost, że na niektórych odcinkach Tatr wprowadzono ruch jednokierunkowy po to, by poprawić komfort poruszania się i bezpieczeństwo. Sam fakt, że na Giewoncie trzeba było tak uporządkować ruch, wiele mówi o tej górze. To nie jest zwykła ścieżka na punkt widokowy. To miejsce, gdzie liczba ludzi realnie wpływa na charakter drogi.

Łańcuchy nie zdejmują odpowiedzialności

Druga sprawa to łańcuchy. W Tatrach metalowe ubezpieczenia szlaku montuje się na odcinkach eksponowanych po to, by ułatwić przejście i poprawić bezpieczeństwo. Nie oznacza to jednak, że trudne miejsce staje się przez to łatwe. Łańcuch pomaga tylko wtedy, gdy warunki są odpowiednie, a turysta porusza się spokojnie i rozsądnie.

Na Giewoncie końcowy odcinek pod szczytem potrafi być bardziej wymagający psychicznie niż fizycznie. Skała jest stroma, ludzi dużo, ręce są zajęte, a pod nogami nie ma już wygodnej ścieżki z niższych partii trasy. Do tego dochodzi ekspozycja, czyli poczucie bliskości stromego spadku. Dla osoby bez obycia w takim terenie to często właśnie ten fragment okazuje się najtrudniejszy.

Najwięcej wymaga więc nie sam moment stanięcia na szczycie, lecz połączenie zmęczenia, tłumu i świadomości, że po wejściu trzeba jeszcze bezpiecznie zejść.

Kopuła szczytowa i porządek ruchu

Dlaczego idzie się tu "w kółko"

Na kopule szczytowej Giewontu obowiązuje ruch jednokierunkowy, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. To nie jest ciekawostka, tylko praktyczne rozwiązanie dla miejsca, które regularnie staje się wąskim gardłem. W eksponowanym terenie mijanie się ludzi idących w przeciwnych kierunkach byłoby po prostu mniej bezpieczne.

W praktyce oznacza to tyle, że wejście i zejście nie są lustrzanym odbiciem tej samej ścieżki. Trzeba znać logikę przejścia i nie improwizować. Jeśli na tym fragmencie zaczyna się tłok, nie ma sensu się szarpać ani popędzać innych. Nerwowość szybko przenosi się na cały odcinek.

Warto też pamiętać o prostych zasadach poruszania się po fragmentach z ubezpieczeniami. Nie podchodź zbyt blisko pod poprzednią osobę. Daj sobie miejsce. Nie zatrzymuj się tam, gdzie inni muszą utrzymać rytm przejścia. I nie zakładaj, że skoro jest tłum, to na pewno jest bezpiecznie.

Gdzie naprawdę robi się trudno

Trudność Giewontu nie polega na jednej wielkiej technicznej przeszkodzie. Polega na spiętrzeniu kilku mniejszych problemów. Śliska skała po deszczu. Oczekiwanie w kolejce. Słońce, które od rana mocno grzeje. Wiatr wyżej przy grani. Ludzie, którzy chcą przejść szybciej, niż pozwalają warunki. Każdy z tych elementów osobno jest do opanowania. Razem potrafią zrobić z popularnej góry całkiem poważną próbę.

Dlatego miejscem decyzji nie jest wyłącznie sam szczyt. Może nim być już Hala Kondratowa, jeśli pogoda zaczyna się psuć. Może nim być Kondracka Przełęcz, jeśli pod kopułą widać długą kolejkę. Może nim być każdy moment, w którym czujesz, że masz mniej sił niż ambicji.

Kiedy iść, a kiedy odpuścić

Najlepszy dzień to nie zawsze ten najbardziej oczywisty

Na Giewont najlepiej iść przy stabilnej pogodzie, wcześnie i poza największym natężeniem ruchu. Weekend w pełni sezonu, późny start i prognoza z możliwymi burzami to zestaw, który wyraźnie podnosi ryzyko. Nie musi skończyć się źle, ale nie daje dużego marginesu błędu.

Najbardziej tłoczno bywa latem, w wakacje i w pogodne weekendy. Wtedy nawet osoba w dobrej formie może stracić sporo sił nie na samym marszu, tylko na czekaniu, zatrzymywaniu się i ponownym ruszaniu. Takie rwane tempo męczy bardziej, niż się wydaje.

Po deszczu ten szlak staje się wyraźnie poważniejszy. Mokra skała na odcinkach z łańcuchami nie wybacza nonszalancji. Jeśli ekspozycja i śliskie podłoże nie są twoją mocną stroną, nie warto liczyć na to, że "jakoś będzie".

Burze: tutaj decyzję trzeba podjąć wcześniej

Wątek burz na Giewoncie trzeba powiedzieć wprost. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej zaleca śledzenie prognoz, ostrzeżeń i komunikatów oraz unikanie sytuacji, w której podczas burzy przebywa się poza bezpiecznym miejscem schronienia. Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe przypominało również o realnym niebezpieczeństwie burz w Tatrach i o skutkach porażeń piorunem na Giewoncie.

Dlatego tę trasę warto odpuścić, jeśli zapowiadane są burze, jeśli startujesz późno albo jeśli pogoda już rano zaczyna się wyraźnie pogarszać. To samo dotyczy sytuacji, gdy chmury szybko się rozwijają, słychać odległe grzmoty albo wiatr robi się nagle mocniejszy i bardziej porywisty. W takich warunkach nie warto negocjować z czasem.

Zimą to już zupełnie inna wycieczka. Dochodzą śnieg, oblodzenie, sezonowe zamknięcia części szlaków i znacznie wyższe wymagania. Jeśli nie masz zimowego doświadczenia tatrzańskiego, Giewont nie jest dobrym miejscem na eksperyment.

Co w tym szlaku zostaje najdłużej

Góra-symbol, która najlepiej uczy pokory

Jest w Giewoncie coś szczególnego. Nie tylko dlatego, że stoi nad Zakopanem jak znak rozpoznawczy, ani tylko dlatego, że krzyż od 1901 roku mocno wpisał się w krajobraz. Ta góra łączy rzeczy pozornie sprzeczne: bliskość i powagę, dostępność i ekspozycję, pocztówkowy obraz i całkiem realne ryzyko.

Może właśnie dlatego tyle osób chce tu wejść. Z daleka Giewont wydaje się prostym spotkaniem z Tatrami. Z bliska okazuje się górą, która wymaga cierpliwości, rozsądku i spokojnej oceny warunków. Czasem trzeba poczekać. Czasem przepuścić innych. Czasem zawrócić.

Najuczciwsza lekcja z Giewontu brzmi więc prosto: popularność góry nie odbiera jej powagi. Krzyż, tłum i łańcuchy nie czynią z niej atrakcji bez konsekwencji. Przeciwnie - przypominają, że nawet najbardziej znane miejsce w Tatrach wymaga tego samego: przygotowania, sprawdzenia pogody i pokory.

Jeśli dojdziesz na szczyt w dobrych warunkach, widok zostanie w pamięci długo. Jeśli zawrócisz z Kondrackiej Przełęczy, bo pogoda albo tłok przestają wyglądać rozsądnie, to też będzie dobra decyzja. W górach nie chodzi o to, by za wszelką cenę dotknąć celu, tylko by mądrze wrócić.

Przed wyjściem sprawdź aktualny komunikat parku, prognozę pogody i ewentualne zamknięcia szlaków. Warunki w Tatrach zmieniają się szybciej niż internetowe opisy tras.